Mark...
Usiadłem przy stoliku i kolejny raz przemyślałem cały swój monolog. Doskonal wiedziałem, że będzie wściekła, ale musiałem to zrobić. Nerwowo zacząłem uderzać palcami o stół. Już miałem wyjść i po prostu z tchórzyć gdy miły, ciepły głos Cass przemówił do mnie.
-Hej...-powiedziała cicho i usiadła naprzeciw mnie. Uśmiechnąłem się blado i odparłem.
-Cześć Cassie.-powiedziałam, a widząc, że dziewczyna chce zabrać głos dokończyłem.-Cass...Musimy porozmawiać.- dziewczyna spojrzała mi w oczy i delikatnie się uśmiechnęła, a ja zechciałem zapomnieć o swoich planach. Jednak nie mogłem. Odwróciłem wzrok w stronę okna i zacząłem.- Od razu na wstępie proszę cię nie denerwuj się, chodź wiem, że to niemożliwe. Ja nie chciałem, by to tak wyszło. Miało, być inaczej. Już po naszym ostatnim spotkaniu u ciebie w domu mieliśmy więcej się nie zobaczyć, ja jednak wszystko z chrzaniłem, a teraz muszę sytuację jeszcze pogorszyć. Nie mam wyjścia uwierz mi...-powiedziałem spoglądając w jej oczy. Wyglądała jakby nie docierały do niej moje słowa, jakby nie nadążała.-Nie możemy się więcej spotkać. Musimy o sobie zapomnieć i stać się dla siebie obcy.-powiedziałem wkładając sobie do ust palec wskazujący i zagryzając go. W oczach blondynki zaczęły zbierać się łzy, a jej ręka uniosła się jakby chciała mnie uderzyć. Jednak nie miała na to siły. Podniosłem się i stanąłem nad nią. Musiałem coś zrobić gdy po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Gdy chciałem złapać ją za rękę szybko się wyrwała, lecz ja byłem sprytniejszy objąłem ją tak za obydwa nadgarstki by nie mogła się wydostać i usiadłem na ziemi koło niej. Wiedziałem, że ludzie wpatrują się we mnie jak w idiotę, ale nie mogłem pozwolić by Cass płakała przeze mnie.
-Czemu...?-spytała cicho i pociągnęła nosem.
-To jest bardzo skomplikowane... Widzisz... Mam kłopoty i gdyby coś ci się stało była by to moja wina...-powiedziałem i zaraz potem ugryzłem się w język. Powoli zaczynałem mówić to co nie powinienem więc musiałem szybko to zakończyć. Podniosłem się i pociągnąłem dziewczynę w stronę wyjścia. Gdy staliśmy przed wejściem do restauracji spojrzałem na Cass. Puściłem jej nadgarstki by mogła swobodnie się poruszyć i zdecydować co dalej, a ona zamiast dać mi w twarz, co podejrzewałem, zbliżyła się do mnie tak, że dzieliły nas centymetry i pocałowała mnie. Objąłem ją w talii i i przyciągnąłem do siebie. Jeśli to miał być nasz ostatni pocałunek, to ona powinna go przerwać, nie ja. Cass lekko mnie od siebie odciągnęła i otarła spływającą po policzku łez.
-Rozumiem... Ale ja o tobie nie zapomnę...-powiedziała i wskazała na bransoletkę na swoim nadgarstku. Właśnie wtedy przypomniałem sobie o pudełeczku który dała mi Joe. Wyjąłem je z kieszeni wręczyłem dziewczynie. Zaskoczona otworzyła je i wyjęła pierścionek.
-Jeśli i tak masz pamiętać, to pamiętaj mnie pozytywnie...-powiedziałem i całując ją w policzek oddaliłem się. Czułem jak się wpatruje w moje plecy, czułem na sobie jej wzrok. Gdy tylko zniknąłem z pola jej widzenia uderzyłem pięścią w ścianę jednego z budynków.
***
Wszedłem do domu i rzuciłem kwiaty, których nie dałem Cass, Joe. Ta spojrzała na mnie zaskoczona, a po chwili mnie przytuliła. Nie musiałem nic mówić. Doskonale wiedziała, że nie łatwo mi jest zapomnieć o Cassie, ale robiłem to dla jej dobra.
-Mark... Mówiła, żebyś tego nie robił!-nakrzyczała na mnie i uderzyła mnie pięścią w tors, tak jak to miała w zwyczaju, gdy chciała mnie pocieszyć. Wyplątałem się z jej uścisku i otworzyłem barek. Wyjąłem whisky i jeden kieliszek. Najlepiej piło mi się samemu, bez żadnych przyjaciół.
-Muszę się napić...-powiedziałem stawiając butelkę na stół i nalewając sobie pełny kieliszek. Wiedziałem, że rano będę miał kaca i nie będę zdolny, bo chociażby wstać z łóżka, ale musiałem o tym całym bagnie zapomnieć.
-Jak zareagowała?-spytała dziewczyna siadając na kanapie obok mnie.
-Niajk... Sam nie wiem. Najpierw chciała mnie uderzyć, a potem mnie pocałowała. Czy wy tak zawsze macie?-spytałem wlewając obie do usta alkohol. Dziewczyna cicho się zaśmiała, a po schodach zbiegła Vivi. Zaraz za nią Travis z wściekłym wyrazem twarzy.
-Ty mi nic nie mówisz! Więcej dowiaduję się o tobie od Iana niż od ciebie! Nie znam ciebie, twojej rodziny... Nie wiedziałam, że Joe mieszka z wami! Nic mi nie mówisz!
-A co mam mówić!? Co ty mi powiedziałaś o swojej rodzinie?! Że twój ojciec ma chore ambicje, a matka kazała się Vicky wami opiekować...-nim zdążył dokończyć odchrząknąłem, a para spojrzała na mnie dziwnie. Zwłaszcza Vivi.
-Co ty tu robisz? Nie jesteś na randce z Cass?-spytała zaskoczona, a ja po raz kolejny wlałem w siebie alkohol.
-Skończyliśmy szybciej...Zapewne wszystko ci opowie...-powiedziałem i założyłem nogi na stół. Od jutra musiałem zacząć żyć jak wcześniej i musiałem zacząć to od rozmowy z braćmi.
________________
Od Akwamaryn: Napisany w ekspresowym tempie. I nawet mi się podoba. Na tym blogu o dziwo prawi każdy mi się podoba, ale to chyba dlatego, że piszę wszystkie jeden po drugim.
No jasne ,że mi się podoba !
OdpowiedzUsuńJak cholera !
Kurcze jestem naprawdę ciekawa dalszej akcji :)
Mam nadzieję ,że Mark i Cassie będą jednak razem ;)