Cassie...
Weszłam wściekła do domu, a za mną potulnie obie siostry. Rzuciłam torby z zakupami w kąt kuchni i odwróciłam się w stronę Vicky i Vivi, krzyżując ręce na piersiach. Vivannie ściskała do siebie nowo kupiony kask, jkaby była to jej tarcza, a Vicky stała wyprostowana, nie unikając mojego spojrzenia. Przez chwilę mierzyłyśmy się wzrokiem, po czym ruchem ręki odesłałam Vivi do pokoju. Dopiero, kiedy usłyszałam trzask drzwi, wybuchłam:
- Vicky jak mogłaś mi to zrobić?! Jak ci nie wstyd?! Ty... Ty... - Zacisnęłam zęby, by powstrzymać się od wulgarnego przezwiska.
Siostra stała jednak nie wzruszona, jakby nic się nie stało. Tylko płytki oddech zdradzał, że również jest wściekła.
Gdy nic nie odpowiedziała, uderzyłam pięścią w ladę kuchenną.
- Odpowiedz! - krzyknęłam. - Nie masz nic na swoją obronę?!
- Zrobiłam to dla twoje dobra... - odparła cicho i spokojnie.
Po raz kolejny uderzyłam pięścią w stół, lecz po chwili zamknęłam oczy by się uspokoić.
- Co do cholery? - spytałam drżącym z emocji głosem. - Jak możesz mówić, że robiłaś to dla mojego dobra?! Przez ciebie cierpiałam!
- Mark nie jest dla ciebie!
- A kto jest?! - wykrzyknęłam, otwierając szeroko oczy. - Nigdy nie jest dla mnie odpowiedni! Dla Vivi Travis też nie! A jednak wytrzymali ze sobą już rok!
- Travis i Vivi to co innego, a ty i mark to co innego! - krzyknęła siostra, lecz zaraz przybrała spokojny ton: - Posłuchaj, Cassie...
Pokręciłam głową i uniosłam dłoń na znak by zamilkła.
- Nie, to ty posłuchaj Vicky. Mam ciebie dość. Naprawdę dość. Mam swoje życie prywatne, SWOJE! I nie życzę sobie byś wchodziła w nie butami. - Podniosłam głos. - Nie traktuj mnie jak dziecko, bo nim nie jestem. To, że ciebie kiedyś ktoś skrzywdził nie znaczy, że mnie Mark także musi. Więc odwal się od nas i daj mi święty spokój!
Po tych słowach, wyszłam omijając ją i biorąc do ręki wszystkie swoje torby, po czym zamknęłam się w pokoju. Następnie, zrezygnowana opadłam na łóżko, myśląc o wydarzeniach dzisiejszego dnia. I o tym co miało nastąpić.
Randka z Markiem, pisnęłam szczęśliwa w duchu.
***
***
Kilka godzin później stałam przed lustrem, przeglądając się w nim. Na sobie miałam bluzkę na ramiączkach, czarne rurki, jeansową kamizelkę i czarne buty na obcasach.
Zastanawiałam się co zrobić z włosami, gdy usłyszałam cichutkie pukanie do drzwi.
- Właź Vivi! - zawołałam, nie przerywając oglądania się w lustrze. Wiedziałam, iż to Vivi po nieśmiałym pukaniu - a tak robiła zawsze, kiedy dochodziło do kłótni i nie wiedziała, jaka reakcja z mojej strony ją czeka.
Po chwili w pokoju pojawił się niewysoki rudzielec, delikatnie uśmiechnięty. Zamknęła za sobą starannie drzwi i przysiadła na łóżku. A rękach trzymała swój kask.
- Idziesz gdzieś? - spytała nieśmiało.
Kiwnęłam głową i by dodać jej pewności, obdarzyłam ją szerokim usmiechem.
- Na randkę... z Markiem. - odparłam.
Na chwilę zapadła krępująca cisza. Po chwili dodałam wolno:
- Tylko proszę... Nie mów nic Vicky! - Spojrzałam na nia błagalnie.
Siostra uśmiechnęła się miło i rzekła:
- Zepnij włosy w kucyk.
***
W duchu byłam niezmiernie wdzięczna Vivi. Zagadała Vic, a ja swobodnie wyszłam, bez żadnych interwencji Vicky. Napisałam jej tylko karteczkę, że idę na randkę. Nie musiałam dopisywać z kim.Świetnie wiedziała. Miałam tylko nadzieję, że to co zrobiłam nie wpłynie na przyjaźń Vicky i Vivi, bo tego bym sobie nie wybaczyła.
Weszłam do eleganckiej restauracji i rozejrzałam się wokoło, wypatrując Marka. Restauracja była naprawdę bardzo przytulna i od razu obiecałam sobie, że będę tu wpadać wcześniej. Po chwili wypaczyłam Marka - wybrał stolik w kącie, z dala od natrętnych oczu gapiów. Siedział tyłem do mnie, dlatego też nie zauważył mojego przyjścia. Wzięłam głęboki oddech, usmiechnęłam się do siebie i podeszłam do niego.
- Hej... - powiedziałam siadając naprzeciw chłopakowi.
Mężczyzna uśmiechnął się blado, mówiąc " Cześć, Cassie..". Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Zmarszczyłam brwi przyglądając się mu. Już otowrzyłam usta, by zapytać co się stało i przy okazji wypytać go o to co się dzieje z jego ojcem - w pamięci zostało mi wejście Joe do domu i jej słowa - kiedy Mark sam podjął rozmowę.
Wziął głeboki oddech i rzekł:
- Cass... Musimy porozmawiać...- zacisnął zęby, nerwowo wykręcając ręce. Uśmiechnęłam się zachęcająco, patrząc mu w oczy - ten jednak szybko odwrócił twarz w stronę okna i zaczął gadać. Tak szybko, że trudno było mi rozdzielić od siebie słowa, ale jedno zrozumiałam.
I omal go nie uderzyłam, wybuchając płaczem.
____________________________
Od Boddie: Wprowadziłam kłótnie Vicky i Cass... Ale i tak rozdział mi się podoba. Mi tak, a Wam? ; P :)
No w końcu mamy naprawdę dobrą akcje :)
OdpowiedzUsuńCo do sposobu napisania rozdziału nie mam żadnych komentarzy :) Notka jest krótka , czysta i na temat :)
Ładnie :)
Czekam na nn *