wtorek, 1 maja 2012

[11]- Dziękuję, że pomyślałaś ja kupiłem tylko kwiaty.

 Mark...
Szliśmy chodnikiem w kierunku naszej ulubionej kawiarenki. Uwielbialiśmy wraz z Joe zajadać się ich lodami i rozmawiać na błahe tematy. Zawsze poprawiało nam to humor, a dziś obydwoje potrzebowaliśmy pobyć razem i pośmiać się nie zważając na nasze problemy. Weszliśmy do niewielkiego budynku i podeszliśmy do lady.
-Poproszę jedną gałkę czekoladowych i drugą pistacjowych...-powiedziała Joe spoglądając na mnie z uśmiechem. Świetnie mnie znała i mogłem spokojnie jej zaufać przy zakupie lodów. Gdy sprzedawca zaczął nakładać lody Joe obróciła się do mnie przodem i nagle mnie przytuliła.-Dziękuję...-wyszeptała mi do ucha i wypuściła z objęć płacąc sprzedawcy. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Za co?- nagle mój wzrok spoczął na blondynce w sklepie na przeciwko. Stała wpatrzona w nas z żalem w oczach.
-Za to że jesteś.-powiedziała zadowolona Joe, ale ja już nie zwracałem na nią uwagi. Dziewczyna powędrowała za moim spojrzeniem i przyjrzała się Cass. Nie miały się jeszcze okazji dobrze poznać. Widziały się tylko raz gdy Joe przybiegła po mnie do mieszkania dziewczyn. Nagle blondynka odsunęła się o krok i wbiegła do przymierzalni. Zaskoczony jej zachowaniem zostawiłem loda i Joe w kawiarni i wyszedłem na zewnątrz. Nim zdążyłem dojść do sklepu dziewczyny już wychodziły. Widziałem jak ręce Cass się trzęsą i zrobiło mi się jej szkoda. Stanąłem na przeciw niej i nagle przypomniałem sobie, że nie mieliśmy się więcej spotkać. Cały swój plan z pieprzyłem. Dziewczyna nie zwracając na mnie większej uwagi wyminęła mnie, a ja spojrzałem wściekle na Vivi.
-Cassie!-krzyknąłem łapiąc ją za nadgarstek i tym samym zatrzymując.
-Puść mnie!-krzyknęła wściekła blondynka i spróbowała się wyrwać, nie było to jednak takie proste.
-Nie! Cass! Nie zachowuj się jak dziecko i porozmawiaj ze mną!-już widziałem w oczach Cass zgodę gdy nagle Vicky odepchnęła mnie i pociągnęła Cass za sobą.- Vicky możesz się nie mieszać teraz?! Cassie nie jest pięcioletnim dzieckiem byś za nią odpowiadała! Chcemy porozmawiać bez niańki!-powiedziałem wściekły i spojrzałem prosząco na Vivi. Ta pociągnęła starszą siostrę w stronę najbliższego sklepu, ale ta ani drgnęła.
-To moja siostra i kto wie co jej nagadasz! Znowu ją omamisz i będzie przez ciebie cierpieć!-wrzeszczała. Nagle z kawiarni wyszła Joe i podbiegła do nas. Złapała Vicky za rękę i siłą zaciągnęła ją do sklepu.
-Cass nie wiem kto ci nagadał takich bzdur, że niby mam dziewczynę.-powiedziałem, a ta spuściła wzrok po czym zerknęła w stronę Vicky. I wszystko było jasne. Wiedziałem, że Victoria maczała w tym palce, ale nie miałem dowodów.
-Vicky widziała jak przytulasz Joe, a teraz ja widziałam jak się ściskacie.-powiedziała łamiącym się głosem, a ja zapragnąłem ją przytulić.
-Ale to, że ją przytulam nic nie znaczy! Zobacz...-powiedziałem i przyciągnąłem Cass do siebie. Dziewczyna ukryła twarz w włosach i objęła mnie w pasie.-Spójrz na mnie...-powiedziałem podnosząc jej podbródek tak by patrzała na mnie. Jej oczy szkliły się jakby zaraz miała się rozpłakać, ale nie widziałem w nich ani grama smutku. Była raczej szczęśliwa. Zbliżyłem swoją twarz do jej i delikatnie musnąłem swoimi ustami jej wargi. Nagle cały świat znikł i byliśmy tylko my. Nasze pocałunki były coraz bardziej namiętne, a ja nie miałem najmniejszej ochoty ich przerywać, ale musiałem. Odsunąłem dziewczynę od siebie i zobaczyłem jak szeroko się uśmiecha. Była szczęśliwa, ale to nie mogło trwać długo.
-Ale przytulałeś się z Joe...-powiedziała cicho, a ja przytaknąłem.
-Jak z przyjaciółką. Jest dla mnie jak siostra.-na chwilę zapadło cisza, ale szybko ją przerwałem.- Wczoraj powiedziałem Vivi, że nie mam nikogo. Nie przekazała ci tego?-w tym momencie ze sklepu wyszły trzy dziewczyny. Dwie rude najwidoczniej się zaprzyjaźniły, bo głośno się śmiały. Za to Vicky była twarda i nawet się nie uśmiechnęła.
-Vivi czemu mi nie powiedziałaś, że on jest sam! Wiedziałaś o tym! Pozwoliłaś bym robiła z siebie idiotkę!-wrzeszczała Cass i spoglądała z pod byka na Vivi.
-Ja...Bo... Vic powiedziała, że nie musisz o tym wiedzieć...-wybąkała dziewczyna, a ja zechciałem rzucić się na Victorię i wszystko jej wygarnąć.
-Co?! Vicky! Jak mogłaś!-widziałem jak Cass coraz bardziej jest wściekła i musiałem jakoś ją uspokoić, ale nie umiałem. Więc po prostu oddaliłem się wraz z Joe.
***
Skarciłem się w myślach za moją interwencję w mieście. Mogłem stać spokojnie i czekać aż sobie pójdą, ale byłem zbyt uparty i serce kazało mi zrobić co innego. Założyłem na siebie swoją koszulę w kratkę i dżinsy. Jeszcze ta randka, którą zaproponowałem. Za dużo sobie pozwalałem, ale nie potrafiłem inaczej. Po raz kolejny przysiągłem sobie, że dziś powiem jej, że nie możemy się więcej spotykać bez żadnych tłumaczeń. Tak po prostu musiało być. Travis postępował źle, Ian też próbując walczyć o względy Vicky, ja nie mogłem popełnić tego błędu. Niedługo to ja miałem przejąć rodzinny biznes i być wielkim celem na mapie. Wszystkim moim najbliższym groziło by niebezpieczeństwo, a nie mogłem na to pozwolić. Założyłem moje czarne adidasy i wszedłem do salonu. Joe właśnie zajadała się chipsami i oglądała mecz, czego jej strasznie zazdrościłem. Nie miała, żadnych zmartwień, no może prócz tych z Marsem.
-I jak?-spytałem, a dziewczyna spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła. Zabrałem jej jednego chipsa, a Joe skarciła mnie palcem.-Dobrze jak na ostatnie spotkanie?-spytałem z nutką żalu. 
-Jak to na ostatnie?-spytała zaskoczona i wstała z kanapy. Podeszła do mnie i wcisnęła mi coś w rękę. Zaskoczony spojrzałem na przedmiot, którym było niewielkie pudełeczko.
-No tak to. Nie mogę jej narażać... Wiesz doskonale jak to jest.-powiedziałem, a ta posmutniała.- Dziękuję, że pomyślałaś ja kupiłem tylko kwiaty.-powiedziałem i przytuliłem dziewczynę.
-Chcesz, żeby cierpiała?-spytała Joe. Wiedziałem, że chciała dobra Cass jak i mojego, a ta rozłąka zaboli i mnie i ją.-Mark nie rób jej tego...-powiedziała smutno i dała mi kopa w tyłek na szczęście.
-Ja już zdecydowałem... Pa-powiedziałem wychodząc z domu.
________________
Od Akwamaryn: Mam nadzieję, ze rozdział wam się podoba, bo mi nawet tak. Myślę, że Boddie dobrze pociągnie tę akcję.

2 komentarze:

  1. Rozdział jest po prostu cudny ! :D
    Zaczynam kochać tego bloga ! :)
    Ciekawa jestem jak pociągniecie dalej akcje :)
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  2. On nie moze ! Nie moze jej tego zrobic. ;( Widac ze go kocha, a ona go.

    Uwielbiam twojego bloga. ^^ bede zagladac czesto i zapraszam do mnie. :) Tez prowadze jednego bloga z opowiadaniami.

    OdpowiedzUsuń