środa, 25 lipca 2012

[20] - Wybieraj. Ja i Vivi czy Mark. Wybieraj, siostro.

 Cassie....
  Wróciłam z Vivi w milczeniu do domu. Siostra nie pytała mnie co się stało, skąd wziął się tam Mar..Marcina... Pewnie i tak widziała całe zajście. Podeszła tylko do mnie i przytuliła, a ja rozpłakałam się w jej ramionach. Tak bardzo mi tego brakowało.Vivi rozumiała mnie jak nikt inny, również w tej chwili. Potrzebowałam jej... Kogoś kto by mnie pocieszył, zrozumiał, tak po prostu. Vicky zaczęłaby mnie wypytywać, obrażać Marcina itp. A Vivi... Vivi po prostu przytuliła. I tylko tego potrzebowałam. 
  Ustaliłyśmy, że o niczym nie mówimy Vicky. Tylko zrobiłaby szum. Tak było lepiej. Zresztą, czy to zajscie było w ogóle ważne? I tak go więcej nie zobaczę...
  Na tą myśl zabolało mnie coś w środku. Bardzo. Miałam ochotę iśc dać Markowi w twarz i powiedzieć mu co o nim myślę... A z drugiej strony pocałować go.
  Westchnęłam ciężko, gdy następnego ranka rozczesywałam włosy. Nie mogłam odgonić się od obrazu Ma...Marcina. Cały czas miałam ogromną ochotę pójść do niego i... I nawet nie wiem co bym zrobiła.
  Z przypływie złości rzuciłam szczotkę w stronę drzwi. Vic, która właśnie weszła szybko uchyliła się przed nadlatującym przedmiotem w efekcie czego szczotką dostała wychodząca z łazienki Vivi. Posłałam jej  przepraszające spojrzenie, wstając z krzesła. Chwyciłam za walizkę i bez słowa wyminęłam siostry, stajac w holu. 
  - Idziecie? - pospieszyłam je naciągając na siebie wiatrówkę. Żadnej nie chciałam spojrzeć w twarz, w obawie, że zauważą łzy iskrzące się w moich oczach. Obie kiwnęły głowami i po chwili siedziałyśmy już w taksówce, wiozącej nas do najbliższego lotniska. Vicky - siedząca w środku - gadała bez ustanku, choć i tak nikt jej nie słuchał, a ona sama miała o tym największe pojęcie. Vivi ze smętną miną, bawiła się rudymi włosami, a ja żegnałam się z Los Angeles. Podziwiłam piękno tego miasta, którego już nigdy miałam nie zasmakować. Spędzałam właśnie ostatnie minuty tu. 
  Wreszcie dojechałyśmy na lotnisko. Podróż wydawała mi się trwać cały dzień, mimo że jechałyśmy niecałą godzinę na nie. W dalszym ciągu nie patrząc na siostry, wyciągnęłam z bagażnika auta swoją walizkę i weszłam do sali odlotów, a za mną Vivi i Vicky. 
 Vivi zaśmiała się z jakiegoś żartu Vicky, zaraz jednak przybrała ponury wyraz buzi. Z naszej trójki chyba, a raczej na peno Victoria miała dobry humor. Mi się chciało płakać, tak samo jak Vivi. Wiem, jak trudne było dla niej to rozstanie. Kochała Travisa. I nadal kocha. 
  Odetchnęłam głęboko, próbując się uśmiechnąć. Musiałam chociaż udawać, że jest OK. W tym samym momencie oczy Vic powiększyły się ze strachu,a przede mną nim zdążyłam spytać co jest, stanął Marcin.. Mark... 
  Zacisnęłam zęby i wyminęłam go bez słowa. Vic patrzyła na niego srogo, trochę ze strachem, a Vivi... Z ulgą?
  Chłopak złapał mnie za rękę, tym samym zatrzymując. 
  - Cassie... Nie wyjeżdżaj. Proszę... - powiedział, odgarniając z mojej twarzy blond loki. Miałam mu ochotę przywalić w twarz. Liczyłam w tej kwestii na Vicky, ale ta tylko stała z boku. Vivi kryła się za nią. 
 - Czemu miała bym nie wyjeżdżać? Nic dla ciebie nie znaczę i mam o tobie zapomnieć... Nie dajesz mi na to szans. - odparłam cierpko i spuściłam wzrok. Mark przełknął ślinę i zbliżył się do nie jeszcze bardziej.  - Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy. Ja ci powiem wszystko... Wytłumaczę... Tylko zostań ze mną. Cass ja... - Odważyłam się spojrzeć mu w oczy i w tym samym momencie Mark podniósł głos do krzyku: - Ja cię kocham! - Zaczęłam płakać. Nie wiem czemu. Odruch. - Kocham cię! Chcę by wszyscy o tym wiedzieli! Nie obchodzi mnie nikt inny jak ty!
  Ludzie gapili się na nas jak na wariatów zwłaszcza Vivi i Vicky, ale nie zważałam na to.  Było mi to obojętne. 
  Mark pochylił się i pocałował mnie. Bałam się ruszyć, by zniszczyć tą chwilę. Oddałam pocałunek i przez chwilę tkwiliśmy tak - na środku lotniska, złączeni pocałunkiem, póki Mark nie odsunął mnie od siebie.
  - Cassie ja... - Widziałam, że ma ochotę mi coś powiedzieć, ale Vicky od razu weszła mu w słowo. Złapała go za ramię i lekko popchnęła - zaraz jednak zabrała dłoń z obrzydzeniem. 
  - Odsuń się od mojej siostry... - wysapała z wściekłością, jakiej jeszcze nie widziałam. Wydawało się, że zaraz skoczy mu do gardła. 
  - Vicky, posłuchaj mnie... - powiedział blondyn, wyciągając do niej rękę. Ta jednak odskoczyła natychmiast z przestrachem, pociągając mnie za sobą. I o mały włosy upadłybyśmy na ziemię, gdyby nie... No właśnie kto? - spytałam siebie w myślach, odgarniając z twarzy włosy. 
  Mars! - krzyknęłam. 
  Trzymał nas obie w żelaznym uścisku, patrząc na mnie z uśmieszkiem. Vicky zagryzła wargę, próbując się uwolnić. Z jej twarzy wywnioskowałam, że zaczyna ja trochę boleć uścisk chłopaka. Mnie zresztą też. Mars jednak nie reagował na to, nie odrywając ode mnie oczu. 
  - Witaj śliczna.. - szepnął. W tym samym momencie Mark wyrwał mnie z objęć mężczyzny. Wyciągnął też dłoń ku Vic, ale ta uchyliła się przed nim z obrzydzeniem patrząc na niego. 
  - Zostaw ją... - warknął Mark, przytulając mnie do siebie. 
  - Nie tym tonem. - odpowiedział Mars, lecz posłusznie puścił moją siostrę i odsunął się trochę ode mnie. - Wydaje mi się, że mieliśmy cos załatwić. 
 Mark zmrużył oczy i kiwnął głową. 
  - Mieliśmy. I załatwimy. Daj mi tylko chwilę...
  Mars zacisnął zęby, przypatrując się mi. 
  - Oczywiście - rzekł drętwo. Jednocześnie Vicky wyrwała mnie Markowi i popchnęła trochę dalej. 
  - Śpieszy się nam... - wysapała i bez słowa zaczęła ciągnąc mnie i Vivi w stronę recepcji czy czego tam. 
  Spróbowałam się jej wyrwać, lecz siostry trzymała mnie w stalowym uścisku. Aż dziwne skąd u niej tyle siły.  
  - Mnie nie! - wykrzyknęłam, zapierając się stopami. - Nie idę. Zostaję z Markiem. 
  Siostra przystanęła i powoli odwróciła się w moją stronę. Przez chwilę patrzyła się na mnie zimno, po czym puściła moją dłoń. Pociągnęła jednak do siebie Vivi. 
  - Dobra. - powiedziała sucho. - Wybieraj. Ja i Vivi czy Mark. Wybieraj, siostro. 
  Spojrzałam na nią zszokowana. Jak mogła?! Aż zaniemówiłam ze zdumienia. Do oczu zaczęły mi napływać łzy, Vicky stała jednak niewzruszona. Vivi spuściła głowę, nie dając mi wsparcia. Mark stal bezradny z boku, patrząc na nas. 
  A wiec na nikogo nie mogę liczyć, pomyślałam, oddychając płytko. 
  Mark czy Vicky i Vivi? 
_______________
Od Boddie: I jak Wam sie podoba? :D  Wydaje mi się, że to mój najlepszy rozdział :P :)A wam jak się podoba? Postawiłam Cassie w trudnej sytuacji, jak myślicie kogo wybierze? :P

1 komentarz:

  1. Z tym muszę się zgodzić :)
    To twój najlepszy rozdział na tym blogu :)
    Jest dobrze napisany.
    Myślę ,że nasza bohaterka wybierze Marka :D
    Dobra to czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń