wtorek, 19 czerwca 2012

[17]-Ładną dupeczkę przyprowadziłeś...

Mark...

           Vicky spiorunowała mnie spojrzeniem, a po chwili przeniosła je na Iana. Wiedziałem, że zrobiłem źle, ale miałem nadzieję, że Vicky jest odpowiedzialna. Po chwili wyszła szybkim krokiem z domu, a Ian uderzył dłonią o ścianę. Był wściekły więc najlepiej było się ulotnić, ale jakoś nie paliłem się do tego.
-Co ty zrobiłeś?! Jesteś z siebie zadowolony?! Jeśli ojciec się dowie załatwi cię na miejscu!- gdy ten krzyczał na mnie Travis stał z boku i nad czymś zastanawiał się.
-Chłopaki...-powiedział po chwili, a Ian przeniósł wzrok na niego.- Mark po śmierci ojca masz przejąć biznes... może...-zmarszczyłem czoło i pokiwałem przecząco głową. Nie było takiej opcji bym zabił własnego ojca. Ian zagryzł wargę i podrapał się po głowie.
-Słuchajcie. Nie możemy narażać dziewczyn. I ja i wy powinniśmy być jak najdalej od nich.-nadal widziałem wściekłość w oczach Iana. Travis wszystko pojmował i oddał by życie za Vivi, ale Ian nie był jeszcze tak dojrzały. Chciał po prostu być z Victorią za wszelką cenę i nie obchodziły go konsekwencje.
-Nie ma takiej opcji! Nie zerwę z nimi kontaktu tylko dlatego, że starszy brat tak karze!-westchnąłem cicho gdy do pomieszczenia wbiegła Joe. Była cała spocona jak to po joggingu i tych jej ćwiczeniach rozciągających.
-Mark spotkałam Marsa... Pomoże nam.-powiedziała z wielkim uśmiechem na ustach, ale widząc jaka atmosfera panuje w domu zamilkła.-Co jest?-spytała biorąc łyka wody z butelki.
-To świetnie... Zadzwoń do niego i powiedz, że spotkamy się na godzinę na przedmieściach w lesie.-powiedziałem nie spuszczając wzroku z braci. Ian wyglądał jakby zaraz miał mi skoczyć do gardła i rozszarpać na małe kawałeczki. Zerknąłem na Travisa. Stał w tej samej pozycji co przed wyjściem Vicky i nadal zaciskał dłonie w pięści. Dziwiłem się czemu nie sprzeciwił się Vicky, gdy ta wyrzuciła mu prosto w twarz co myśli o nim. On nie skrzywdził by Vivi, zbyt ją kochał.
-Okey... Chłopaki co z wami?!-krzyknęła Joe i stanęła pomiędzy nami.
-Później ci opowiem... Mam dla ciebie zadanie.-powiedziałem kierując spojrzenie ku niej.- Będziesz pilnować Vicky.- dziewczyna wytrzeszczyła oczy zaskoczona, ale po chwili machnęła ręką i ruszyła do łazienki.
-Dobra, ale pierw wezmę prysznic i macie mi wszystko powiedzieć!-wrzeszczała z łazienki. Stanąłem tyłem do brata i czekałem na jego reakcję. Nie słysząc jednak jego kroków wyszedłem z domu i wsiadłem na motor. W tym samym momencie wyszedł za mną Travis.
-Usuńcie ciało tej dziewczyny z garażu... Nie fajnie to wygląda...-powiedziałem i odjechałem. Cały czas miałem dziwne wrażenie, że z Travisem coś jest nie tak.
***
          Oparłem się o pień drzewa i odpaliłem papierosa. Mars się spóźniał, co zbytnio mnie nie dziwiło. Nawet na randki z Joe spóźniał się.Zaciągnąłem się, gdy usłyszałem silnik samochodu. Spojrzałem w stronę skąd dobiegał dźwięk gaszonego silnika. Czarne Volvo stało niedaleko, a jego właścicielem nie był Mars... Z środka wyszła wysoka blondynka. Stała do mnie tyłem więc nie miałem możliwości, by się jej przyjrzeć. Jednak skądś znałem tą sylwetkę doskonale. Odwróciłem się tyłem do dziewczyny nie chcąc, by mnie nie  rozpoznała.Nagle do mnie podjechał motor, a z niego zeszedł Mars. Przyjrzał mi się uważnie,  a po chwili zerknął na blondynkę za mną. Spojrzałem w tę samą stronę i napotkałem wzrok Cassie. Mars szeroko się do niej uśmiechnął, a ja pchnąłem go w tył.
-Ładną dupeczkę przyprowadziłeś...-powiedział nadal się uśmiechając, a ja powstrzymywałem się, by nie dać mu w twarz.
-Nie przyprowadziłem jej...- chłopak zmarszczył czoło, ale po chwili pokręcił trzeźwiąco głową.
-Przejdźmy do rzeczy. Nie mogę wam powiedzieć gdzie dokładnie znajduje się nasza krypta... Jedynie nasze najbliższe plany, ale i to kosztuje.-uniosłem jedną brew, a ten oblizał się.-Nie potrzebuję kasy... Starszy, że pozwolisz mi spędzić jedną noc w towarzystwie tej damy...-czułem na sobie wzrok Cass, ale nie mogłem dłużej słuchać jego bzdur. Uderzyłem go w twarz i złapałem za chabety.
-Uważaj o kim mówisz... Jedyne na co możesz liczyć to kasa, a jeśli ja tkniesz dostaniesz kulkę w łeb. Zrozumiał?-powiedziałem wypuszczając go z uścisku. Ten pokiwał twierdząco głową i wsiadł do auta.
-Wpadnę do was jutro.
-Lepiej nie. Spotkajmy się na lotnisku. Zamieszanie, tłok... Będzie można porozmawiać na neutralnym gruncie.-powiedziałem, a po ustaleniu godziny odjechał z miejsca. Nie patrząc w stronę Cass wsiadłem na motor jednak nagle przede mną pojawiła się Cass.
-Co ty kombinujesz?! I czemu go uderzyłeś?!-krzyczała wściekła.
_____________
Od Akwamaryn: Może być... Nie podoba mi się i nie miałam na niego zbytniego pomysłu. Niestety jest krótki za co was strasznie przepraszam...

PS. Widzę, że Boddie całkiem zapomniała o tym blogu i nawet nie zainteresuje się wejść opublikować rozdział, bo ja nie mam czasu... Super. Ten blog zaczynami mi już ciążyć.

1 komentarz:

  1. Rozdział jest rzeczywiście krótki ale to nic :)
    Nie wiem o co chodzi i to mnie denerwuje...jestem strasznie ciekawa planu chłopaków :P
    Czekam :)

    OdpowiedzUsuń