poniedziałek, 16 kwietnia 2012

[9]-Wiesz... Modelka przeważnie nie ma rozmazanego tuszu ot tak dla wygody

Mark...
Wjechałem na podjazd i zgasiłem silnik samochodu. Wziąłem głęboki wdech i odskoczyłem słysząc pukanie w szybę od strony kierowcy-czyli mojej. Ian szeroko się uśmiechał i otworzył szybko drzwi.
-Gdzie ty się podziewałeś? Wiesz jaka tu była akcja?-mówił podniecony chłopak jakby mu się udało poderwać Vicky, co graniczyło z cudem.
-Gdybyś był w domu gdy trzeba było wiedział byś. Joe miała problemy i ktoś musiał jej pomóc. Co tu się działo?-spytałem wychodząc z auta i spoglądając w stronę domu. Tylko jedno światło w pokoju Travisa świeciło jasnym światłem.
-Wisz kogo znalazłem w krzakach u nas przed domem?-powiedział rozbawiony Ian i wszedł do domu, a ja za nim.
-Niech zgadnę... Vivi, Cass i Vicky?-powiedziałem z uśmiechem na twarzy, a ten zbladł.-Nie pytaj...-dokończyłem i opadłem na kanapę.
Dwie godziny wcześniej oczyma Iana:
-No, no, no... Biwakujemy?-spytałem rozbawiony, ale też trochę zły. Ciekawe ile czasu już nas tak podglądały. Zdziwiły by się zapewne gdyby wparowali do nas jacyś obcy ludzie z bronią w ręce. Dopiero po chwili spostrzegłem jak Cass próbuje się pozbierać i zatuszować łzy.
-Coś ci nie pasuje? Te krzaki nie należą do waszej posesji więc spadaj.-powiedziała złośliwie Vicky, a Vivi spiorunowała ją wzrokiem.
-Nie tak ostro księżniczko. Ta willa za wami też jest nasza. To nasz ,,garaż''-powiedziałem i ugryzłem się w język. Kto przy zdrowych zmysłach pomyślał by, że to garaż? Dziewczyny jednak nie zwróciły na to większej uwagi, bo tylko podniosły się i ruszyły w swoja stronę. Złapałem szybko Cass za rękę, a Vicky znowu obdarzyła mnie tym swoim najwspanialszym spojrzeniem w stylu ,,Mam cię dość więc spadaj na drzewo''. Uśmiechnąłem się do niej tylko jak jakiś wariat i odciągnąłem Cass na bok.-Cass co jest grane? Czemu płakałaś?-spytałem, bo miałem swoje podejrzenia. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się delikatnie i zamrugała kilka razy powiekami chcąc powstrzymać kolejne łzy.
-Nie płakałam. Co to za niedorzeczna podejrzenia?-spytała łamiącym się głosem.Uniosłem jedną brew i wypuściłem jej nadgarstek z uścisku.
-Wiesz... Modelka przeważnie nie ma rozmazanego tuszu ot tak dla wygody.-powiedziałem, ale bez grama uśmiechu.  Dziewczyna panicznie zaczęła poprawiać oczy a ja ją przytuliłem.-Będzie dobrze. Zawsze jest.-powiedziałam i rozbawiony wszedłem do domu. To zapewne była sprawka Marka, jak zwykle chodź nie wiem czemu miałem takie podejrzenia.
Teraźniejszość oczyma Marka:
Wyjąłem z lodówki karton z mlekiem i upiłem łyk. Mina Iana jakby nagle zmieniła wyraz z wesołego na oskarżycielski i wściekły. Wyciągnąłem do niego dłoń z kartonem, ale ten wzniósł tylko oczy ku niebu.
-Co ty zrobiłeś Cass, co?-powiedział zdenerwowany, a ja spojrzałem na niego jak na wariata.
-Ale, że co?-spytałem zaskoczony i zamknąłem lodówkę. Włączyłem telewizor na kanale sportowym  i wlepiłem wzrok w duży ekran na ścianie.
-Kiedy je znalazłem w krzakach, beczała. Podejrzewam, że z twojego powodu, bo jak inaczej.-powiedział, a ja już miałem przed oczyma twarz Cass. Jej smutne oczy i łzy z pływające po jej różowych policzkach.
-Nic jej nie zrobiłem.-powiedziałem wertując kanały. Jednak o drugiej w nocy nie leciało nic sensownego. Nagle usłyszałem jak ktoś schodzi po schodach i zobaczyłem Vivi. Co ona robiła tu o tej godzinie? Wytrzeszczyłem oczy zdziwiony i spojrzałem wściekły na Iana.
-Tak nic jej nie zrobiłeś... Płakała tak sama z siebie.-powiedziała wściekła dziewczyna i usiadła na blacie kuchennym. Czułem się jakbym był przesłuchiwany w sprawie morderstwa, a przecież nic nie zrobiłem.
-Nie wiem czemu płakała, ale ja jej nic nie zrobiłem!-powiedziałem nieco za głośno i potarłem skronie. Byłem na nogach od piątej rano i byłem wykończony. Chciałem już się położyć, ale oni nie dawali mi spokoju.
-Czemu od razu jej nie powiedziałeś, że masz dziewczynę?-powiedziała Vivi, a ja z Ianem spojrzeliśmy na nią zaskoczeni. Nie miałem pojęcia kto im nagadał takich bzdur, ale nie miałem siły wypytywać.
-Są dwie sprawy. Pierwsza: Nie jesteśmy razem z Cass i mam prawo robić co chcę- powiedziałem, a gdy dziewczyna chciała mi się wtrącić dokończyłem- I druga: Ja nie mam dziewczyny.-powiedziałem podnosząc się.- To wy sobie pogadajcie, a ja się prześpię. Mam na dziś za dużo wrażeń.-powiedziałem, a przechodząc koło Vivi widziałem jak nie dowierza mi.-Nie kłamię.-powiedziałem i wszedłem po schodach do swojego pokoju.
   ***
Całą noc śniła mi się Cass i co chwilę się budziłem. Widziałem jak płacze i cierpi, ale przecież to nie była moja wina. Ktoś ją oszukał, a ja nie mogłem nic na to zarazić. Vivi zniknęła w środku nocy jakby nagle śpieszyło się jej do domu, a Travis siedział przygnębiony jakby liczył na upojną noc w towarzystwie ukochanej. Zaśmiałem się pod nosem siadając koło niego na kanapie. Wpatrywał się pustym wzrokiem w ekran telewizora. Iana zaś widziałem tylko rano jak gdzieś wychodził. Powiedział tylko, że musi załatwić coś na mieście i znikł.
-Znowu się nie wyspałem...-powiedziałem cicho, właściwie sam do siebie.
-Ja też...-odpowiedział cicho mój brat i upił łyk piwa z puszki.Przejechałem dłonią po zaspanej twarzy i wszedłem po schodach do pokoju. Szybko się przebrałem i wskoczyłem na motor. Miałem kilka spraw do załatwienia na mieście i chciałem spotkać się z Joe. Wczoraj nawet nie zadzwoniła i trochę się martwiłem. Może i byłem nadopiekuńczy, ale była dla mnie jak siostra, a Mars miał nie po kolei w głowie i mógł jej zrobić krzywdę.  Z piskiem opon odpaliłem i ruszyłem w kierunku miasta.
____________
Od Akwamaryn: Rozdział średni, ale ostatnio zasuwamy z Boddie i boję się, że niedługo skończymy pisać opowiadanie;D To jest jakaś masakra jak my szybko piszemy kolejne rozdziały;)

1 komentarz:

  1. Mnie się tam rozdział bardzo podoba ! :D
    Akcja się powoli rozkręca :)
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń