Cassie...
Moja głowa, pomyślałam i poprawiłam się na... No właśnie, na czym? Spróbowałam się poruszyć, lecz sprawiło mi to tak ogromny ból, że po chwili zaniechałam dalszych prób. Czułam się, jakby na moją rękę - prawa czy lewą? - spadło tysiąc cegieł. W dodatku palących się cegieł. Tak samo z głową. I nogą. Przełknęłam ślinę czując suchość w gardle, lecz nawet to spowodowało mi cierpienie. Znieruchomiałam, gdy usłyszałam czyiś głos... Znałam ten głos. Ale skąd?, pomyślałam.
- Vicky... Vivi jest w całkowitej rozsypce. Powinnaś być z nią... - usłyszałam.Spróbowałam otworzyć oczy, spytać się co z Vivi, czemu jest w rozsypce, co się stało, gdzie ja jestem... Ale nie mogłam. Tak, jakby coś wyssało ze mnie całą siłę, energię jaką posiadałam. Skupiłam sie więc na przypomnieniu najbliższych godzin.
Gdzieś w kącikach mojej pamięci, pamiętałam kłótnie z Vivi. Nie poważną, po prostu ktoś coś źle powiedział, co rozzłościło siostrę. Tylko co i kto?
Ja, uświadomiłam sobie i nagle fala wspomnień spłynęła na mnie niczym tsunami.
To ja kłóciłam się z Vivi. Zażartowałam z niej, ze chłopcy ją wystawili.... Co było, oczywiście nieprawdą. Vivannie się obraziła... A potem... Całowała się z Travisem... I był tam Ian, i Vicky i... Mark.
Mark... On nagle pojechał. Po telefonie, który dostał, zaraz po tym jak się mi przedstawił. Bez pożegnania. Nie wiem dlaczego,ale chyba mnie to dotknęło. I Vivi...Krzyczała nade mną "Przejażdżka". A potem... jechałam. Motorem. Gdy nagle... Nagle usłyszałam krzyk Vicky. Przyśpieszyłam i wyjechałam na jakąś górkę. A potem.... Ciemności.
Miałam wypadek, zrozumiałam. Dlatego Vivi jest w rozsypce, dlatego wszystko mnie boli. Uch... I po co mi było jechać motorem?
Poruszyłam się niespokojnie, gdy poczułam na policzku czyjaś dłonią. Chyba dłoń... W każdym bądź razie, jak coś poczułam. Zapragnęłam otworzyć oczy i iść powiedzieć dziewczyną, że wszystko ok, że żyje. Tylko, że sama próba poruszenia ręką skończyła się fiaskiem.
Zamrugałam gwałtownie, nie mogąc przyzwyczaić się do jasnego światła, tak niepodobnego do otaczającej mnie przed chwilą ciemności. Zaraz jednak uśmiechnęłam się, widząc mężczyznę z długimi ciemno blond włosami. Mark, pomyślałam uradowana, za co od razu skarciłam się w myślach. Spróbowałam coś powiedzieć, ale poczułam tak ogromny ból, że po chwili zamknęłam usta.
- Jak się czujesz? - spytał Mark, stając pod oknem, tyłem do mnie. Zabolało mnie to i bez namysłu otworzyłam usta, by odpowiedzieć, ze nieźle. Zaraz jednak skuliłam się, pod napływem bólu i nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się tylko lekko, gdy odwrócił się w moją stronę. - Może lepiej nie mów - powiedział po chwili.
Kilka tygodni później...
Siedziałam na parapecie, bawiąc się zawieszką przy telefonie. Vivi i Vicky siedziały w sąsiednim pokoju oglądając mecz, od czasu do czasu przeklinając lub narzekając na sędziego.
Ręka przestała mnie już boleć, była tylko zabandażowana. Ze szpitala wyszłam po kilku dniach - ze skręconą ręką i opuchniętą nogą. Na chwile musiałam skreślić "karierę" modelki, bo żadna agencja nie chciała przyjąć takiej "kaleki" jak ja.
Marka już nie spotkałam. Travisa i Iana owszem - ci prawie cały czas tu siedzieli. Travis przychodził do Vivi, a Ian... A Ian do Vicky, która patrzyła złowrogim okiem na jego zaloty, ba, patrzyła złowrogo nawet na Vivi i Travisa, chociaż ci zamykali się w pokoju Vivannie.
Ja wtedy przyglądałam się im z uśmiechem, myśląc o Marku. W sumie... Nie było chwili, bym o nim nie myślała. Zawsze jego twarz była w moim umyślę czy tego chciałam czy nie.
Ziewnęłam przeciągle, wbijając wzrok w podwórko za oknem.
Z zamyślenia wyrwało mnie głośnie "Bu" w salonie, a po chwili głośny śmiech Vivi oraz Iana. Zaraz jednak usłyszałam głos Vicky - surowy i źle nastawiony.
Pokręciłam z uśmiechem głową i znów powróciłam do obserwowania ulicy... Po chwili jednak zeskoczyłam z parapetu z zamieram dołączenia się do "przyjaciół", kiedy przywaliłam w ścianę. Chwila. Jak to "w ścianę" ? Zamrugałam zdezorientowana powiekami i podniosłam głowę. Aż zamówiłam ze zdziwienia.
- M-mark... - szepnęłam.
Chłopak przyglądał mi się z rozbawieniem w rękach trzymając pomarańczowe pudełko, związane różową wstążką z kokardką.Uśmiechał się miło, wpatrując się we mnie wyczekująco. Pewnie czekał na jakieś bardziej... sensowne i lepszy powitanie niż " M-mark". Tyle, że ja nie potrafiłam wydukać z siebie nic więcej. Stałam więc patrząc na niego z uwielbieniem pomieszanym ze zdziwieniem i zszokowaniem, z otwartą buzią i rumieńcami na twarzy - z podniecenia i ze wstydu. Wreszcie widząc, że raczej nie zaproponuje mu by siadł czy coś w tym stylu, Mark sam się odezwał.
- Cześć, Cassie... - powiedział, uśmiechając się szerzej. - Pomyślałem, że wpadnę... w odwiedziny... Zobaczyć co tam u ciebie...
Pokiwałam głową, mimo że dotarło do mnie tylko "Cześć, Cassie". Debilko, rusz się, bo się ciebie przestraszy, pomyślałam i zamrugałam gwałtownie powiekami.
- Przepraszam cię za moje zachowanie... - zaśmiałam się histerycznie. - po prostu.. Dawno cię nie widziałam... I myślałam, że nie zobaczę.
Uśmiechnęłam się, wskazując mu krzesło.
- Mnie się nie da tak łatwo pozbyć! - Teraz to on się zaśmiał. - Miałem... małe problemy w.. pracy... Ale teraz jest wszystko ok.
- Gdzie pracujesz? - spytałam podchodząc do szafki i wyjmując z niej puszkę Pepsi i puszkę Coli. Odwróciłam się w jego stronę i natychmiast odskoczyłam w tył - czyli zrobiłam malutki kroczek w tył i oparłam się o ladę.
Chłopak stał tuż za mną, tak, że odwracając się otarłam się o jego tors. Słysząc pytanie, zmarszczył brwi. Wyglądał na zmieszanego, może zakłopotanego. Uśmiechnęłam się zachęcająco, próbując "chwycić" jego spojrzenie. Mark jednak unikał mojego wzroku, patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Wreszcie uśmiechnął się lekko, wyciągając ręce z pudełkiem w moją stronę.
- Może kiedy indziej ci powiem. To nie jest teraz takie ważne. - powiedział. - To dla ciebie. - dodał.
Zamrugałam zdziwiona, po czym zarumieniłam się. Wybąkałam coś w stylu " Nie trzeba było" i odłożywszy puszki z napojem, wzięłam do rąk pomarańczowe pudełko. Delikatnie otworzyłam wieko i wzięłam głęboko oddech. Zagryzłam dolną wargę przyglądając się z co najmniej czcią prezentowi.
- O Boże, Mark... - wyszeptałam w końcu. - To jest... Śliczne! Musiałeś na to wydać kupę kasy... Dziękuje!
- Nie ma za co - zaśmiał się chłopak. - Ciesze się, że ci się podoba.
Kiwnęłam głowa siadając na krześle i delikatnie wyjmując srebrną bransoletkę. Była przepiękna. Gdy podniosłam ja do oczu, odkryłam, że iskrzy się w promieniach słońca.
- Boże... Trzeba przyznać: Jak na faceta masz gust... - szepnęłam.
Mark zaśmiała się, po czym przysiadł na drugim krześle biorąc puszkę Pepsi. Ja w tym czasie założyłam bransoletkę na nadgarstek podziwiając cały czas jej strukturę.
- Jest... Przepiękna... - powtórzyłam, przygladajac się srebrnej ozdobie na swojej ręce. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
Mark upił łyk z puszki, oblizał wargi i wyszczerzył się do mnie. Otworzył usta by coś powiedzieć, ale w tym samym czasie w sąsiednim pokoju usłyszeliśmy jakiś hałas i nieznany damski głos, a po chwili tupot kroków. Mark zmarszczył brwi, a ja przestałam podziwiać bransoletkę nasłuchując odgłosów w salonie.
- Mark... - Do pokoju wpadła młoda dziewczyna. Była wyraźnie podenerwowana. Włosy - podobnie jak Vivi, rude - miała w nieładzie, spływały kaskadą aż do talii. Posiadała jasną karnacje, a policzki odznaczały się różową barwą. W brązowych oczach dziewczyny pojawiła się ogromna ulga, gdy ujrzała Marka.
- Joe! - wykrzyknął chłopak. - Co ty tu robisz? Jak nas namierzyłaś?
- Mark, musimy jechać.. Już! Ojciec.. Ma kłopoty... - Spojrzała na mnie, a następnie na Marka. - Ze... zdrowiem...
Mężczyzna zmrużył oczy i nawet na mnie nie patrząc, wyszedł prędko z kuchni, a za nim Joe.
Siedziałam z otwartymi ustami, oczami jak spodki, wpatrzona w drzwi jeszcze kilka minut.
____________________
Od Boddie: Myślę, że rozdział wyszedł dość nieźle... Ale ocenie go pozostawiam Wam :)
Wow. Genialny rozdział ;)) Czekam na nowy.
OdpowiedzUsuńRozdział jest naprawdę dobry :)
OdpowiedzUsuńCieszę się ,że między Markiem i Cassie coś się już dzieje :D
Czekam na rozdział Akwamaryn :)
oo *u* wspaniale :*
OdpowiedzUsuńSuuuper . <3 Dopisuję sie do członków liczę na rewanz ; *
OdpowiedzUsuń