Mark...
-Jest... Przepiękna...- powiedziała cicho po raz kolejny Cass. Kobiety zawsze zachwycały się takimi drobnostkami. Cieszyłem się, że mogłem sprawić jej przyjemność. Upiłem łyk pepsi i uśmiechnąłem się. Czemu tak właściwie tu przyszedłem? Nie powinno mnie tu być. Robiłem sobie nie potrzebne kłopoty, ale przecież Travis... Vivi... Wiem ile go kosztują te ciągłe kłamstwa przed ojcem i przed Vivi. Nie chcę nikogo oszukiwać i sprawiać mu cierpienia, ale musiałem tu przyjść. Zobaczyć ten blask w oczach dziewczyny i jej ciepły uśmiech. Już otwierałem usta by przerwać cisze, gdy w salonie rozległ się znany mi głos. Zmarszczyłem brwi, a do pokoju wparowała jak struś pędziwiatr Joe.
-Mark... -nie była zasapana, ale widać było, że śpieszyła się do mnie.
-Joe!-wrzasnąłem-Co ty tu robisz? Jak mnie namierzyłaś?-powiedziałem spokojnie. Po co wszczynać niepotrzebny alarm, ale gdyby to było coś błahego poszła by z tym do Travisa... Iana...
- Mark, musimy jechać.. Już! Ojciec.. Ma kłopoty... - spojrzała zdenerwowana na Cass, a po chwili na mnie z wymownym spojrzeniem. Wiem co chciała mi powiedzieć. - Ze... zdrowiem...-dokończyła dziewczyna. Spojrzałem na nią zaskoczony i aż zachciało mi się śmiać. Ta to miała pomysły. Wiedziałem, że to zaboli Cass, ale musiałem wyjść i nie mogłem się z nią pożegnać. Za dużo bym zdradził swoim wyrazem twarzy. Wyszedłem z domu, a zaraz za mną Joe. Szliśmy szybko w kierunku motorów.
-Co się dzieje?-spytałem gdy ta wsiadała na motor. Rzuciłem jej kask, a ta westchnęła tylko.
-Nie jestem dzieckiem. Kask mi nie potrzebny.-powiedziała, ale mimo swoich słów w cisnęła głowę w kask. Czasem zachowywała się jak dziecko i była uparta jak osioł, ale na szczęście dziś postanowiła nie sprawiać kłopotów.- Nie wiem... Ojciec kazał cię natychmiast sprowadzić. Podobno nie wywiązałeś się z umowy.-powiedziała. Była tak samo zszokowana jak i ja. Zawsze robiłem to co do mnie należało.
***
Wszedłem przez duże drzwi, po czym skierowałem się do salonu.Jednak nikogo tam nie zastałem. Całą drogę do domu zastanawiałem się co zrobiłem nie tak. Przecież Nick się poprawił od tamtego czasu i zaczął dawać pieniądze regularnie, a od tamtego czasu miałem tylko jedno zlecenie od ojca, które rozwiązałem bez problemowo. Przeszedłem przez kuchnię i zszedłem do naszego ,,garażu'' tak go nazywaliśmy, chodź służył do innych celów niż przechowywania auta. Nasze samochody nie zmieściły by się w jednym pomieszczeniu więc szef wybudował drugie osobne pomieszczenie, a raczej mieszkanie. Nie wiele widziałem przez gęsty mrok, ale czułem na sobie zimny oddech Joe. Stała za moimi plecami i miarowo oddychała, jakby bała się tego co zobaczy, a przecież wiedziała, że jesteśmy zdolni do wszystkiego. Nagle światło rozbłysło, a moim oczom ukazała się niewysoka szatynka. Siedziałam przywiązana do krzesła. Usta miała zakneblowane i poruszała panicznie związanymi stopami.
-Jak mogłeś do tego dopuścić?! Przecież cię uczyłem, że nie należy robić tego przy ludziach!-nagle z cienia wydobył się ojciec z wściekłym wyrazem twarzy. Zawsze gdy był zły czerwieniał na twarzy, a w tym momencie był prawie fioletowy.
-Nikt mnie nie widział i to ty popełniłeś błąd ścigając ją tu. Jeśli teraz ją wypuścisz pójdzie na...- nim zdążyłem dokończyć ojciec wszedł mi z słowo.
-Już była. Dała twój opis i po całej okolicy rozwieszone były listy gończe.-powiedział stając koło dziewczyny. Widziałem jak próbuje nabrać powietrza przez usta co niestety nie było możliwe. Robiła się różowa, a po chwili była fioletowa. Szybko do niej podszedłem i zdarłem taśmę z usta. Szatynka wzięła głęboki wdech i cicho podziękowała. Dopiero po chwili dotarły do mnie słowa mężczyzny. Wszędzie były listy gończe czyli mogła je zobaczyć Cass.
-Co z tymi listami?-spytałem nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Patrzała na mego ojca z przerażeniem. Widząc jak się trzęsie zrozumiałem co się stało. On ją zgwałcił. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale miała podarte ciuchy i siniaki na twarzy.
-Pozbyliśmy się ich, a ona jest od teraz twoją własnością. Masz do niej wyłączne prawo. Myślę, że nie jesteś zły, że się zabawiłem...-powiedział i wyszedł. Przykucnąłem przy dziewczynie i poczułem się okropnie. Byłem na siebie wściekły, że do tego dopuściłem. Nie dlatego, że widziała śmierć tej grubej szychy, ale dlatego, że tyle przeszła przeze mnie i dlatego, że będę musiał TO zrobić.
-Przepraszam cię... Nie chciałem by ktoś ucierpiał...-powiedziałem, a dziewczyna wzięła głęboki wdech. Uśmiechnąłem się pod nosem i usłyszałem jak ktoś wychodzi. Zapewne Joe.
-Ja nic nie powiem...-wybąkała patrząc w ziemię. Nie wiem czemu, ale jej wierzyłem. Rozwiązałem jej stopy i ręce i pomogłem wstać. Nie była zachwycona faktem, że ją dotykałem.
-Joe! Przynieś jakieś swoje ciuchy!-wrzasnąłem i posadziłem dziewczynę w salonie na kanapie.-Zaraz się przebierzesz i będziesz mogła iść.-powiedziałem po czym ruszyłem w kierunku Joe. Nie chciałem tego robić, ale musiałem.
-Co jest?-spytała dziewczyna, a ja wskazałem na szatynkę w salonie.
-Załatw ją... Bez krzyku i gdzieś gdzie nikt cię nie zobaczy-powiedziałem, a dziewczyna otworzyła usta ze zdziwieniem.-Upozoruj samobójstwo... Ojciec da ci jej adres...-powiedziałem i wymijając dziewczynę wyszedłem na zewnątrz. Musiałem to zrobić... Szef doskonale wiedział, że tak postąpię dlatego przydzielił ja mi.
_______________
-Jak mogłeś do tego dopuścić?! Przecież cię uczyłem, że nie należy robić tego przy ludziach!-nagle z cienia wydobył się ojciec z wściekłym wyrazem twarzy. Zawsze gdy był zły czerwieniał na twarzy, a w tym momencie był prawie fioletowy.
-Nikt mnie nie widział i to ty popełniłeś błąd ścigając ją tu. Jeśli teraz ją wypuścisz pójdzie na...- nim zdążyłem dokończyć ojciec wszedł mi z słowo.
-Już była. Dała twój opis i po całej okolicy rozwieszone były listy gończe.-powiedział stając koło dziewczyny. Widziałem jak próbuje nabrać powietrza przez usta co niestety nie było możliwe. Robiła się różowa, a po chwili była fioletowa. Szybko do niej podszedłem i zdarłem taśmę z usta. Szatynka wzięła głęboki wdech i cicho podziękowała. Dopiero po chwili dotarły do mnie słowa mężczyzny. Wszędzie były listy gończe czyli mogła je zobaczyć Cass.
-Co z tymi listami?-spytałem nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Patrzała na mego ojca z przerażeniem. Widząc jak się trzęsie zrozumiałem co się stało. On ją zgwałcił. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale miała podarte ciuchy i siniaki na twarzy.
-Pozbyliśmy się ich, a ona jest od teraz twoją własnością. Masz do niej wyłączne prawo. Myślę, że nie jesteś zły, że się zabawiłem...-powiedział i wyszedł. Przykucnąłem przy dziewczynie i poczułem się okropnie. Byłem na siebie wściekły, że do tego dopuściłem. Nie dlatego, że widziała śmierć tej grubej szychy, ale dlatego, że tyle przeszła przeze mnie i dlatego, że będę musiał TO zrobić.
-Przepraszam cię... Nie chciałem by ktoś ucierpiał...-powiedziałem, a dziewczyna wzięła głęboki wdech. Uśmiechnąłem się pod nosem i usłyszałem jak ktoś wychodzi. Zapewne Joe.
-Ja nic nie powiem...-wybąkała patrząc w ziemię. Nie wiem czemu, ale jej wierzyłem. Rozwiązałem jej stopy i ręce i pomogłem wstać. Nie była zachwycona faktem, że ją dotykałem.
-Joe! Przynieś jakieś swoje ciuchy!-wrzasnąłem i posadziłem dziewczynę w salonie na kanapie.-Zaraz się przebierzesz i będziesz mogła iść.-powiedziałem po czym ruszyłem w kierunku Joe. Nie chciałem tego robić, ale musiałem.
-Co jest?-spytała dziewczyna, a ja wskazałem na szatynkę w salonie.
-Załatw ją... Bez krzyku i gdzieś gdzie nikt cię nie zobaczy-powiedziałem, a dziewczyna otworzyła usta ze zdziwieniem.-Upozoruj samobójstwo... Ojciec da ci jej adres...-powiedziałem i wymijając dziewczynę wyszedłem na zewnątrz. Musiałem to zrobić... Szef doskonale wiedział, że tak postąpię dlatego przydzielił ja mi.
***
Spojrzałem w niebo i cicho westchnąłem. Czemu nie mogłem prowadzić zwykłego, prostego życia?. Bez tych wszystkich afer i strachu? Wpatrywałem się w gwieździste niebo i myślałem nad tym intensywnie, gdy usłyszałem klakson samochodu.Całkiem zapomniałem, że stałem na środku pasów. Wszedłem do mojej ulubionej restauracji i usiadłem przy jednym z stolików.
-Co podać?-spytał kelner.
-Wino. Najlepsze czerwone jakie tu macie i dwie lampki...-powiedziałem nie zwracając na mężczyznę większej uwagi. Zawsze brałem dwie. Dzięki temu sądziłam, że nie jestem samotny. Sądząc, że po raz kolejny uprzykrza mi życie kelner stojący przy stoliku nawet nie drgnąłem.
-Mark...-wyszeptał delikatny, dziewczęcy głos, który od razu poznałem. Spojrzałem na blondynkę i blado się uśmiechnąłem. Nie miałem ochoty na rozmowy, a ona najwidoczniej to wyczuła, chodź nie wiem czy po prostu nie wiedziała co powiedzieć.
-Siadaj Cass...-powiedziałem kładąc ręce na stolik.Dziewczyna posłusznie usiadła i zaczęła bawić się włosami.-Co tu robisz?-spytałem po chwili. Najwidoczniej wyrwałem ją zza myślenia, bo spojrzała na mnie dziwnie i dopiero po chwili dotarło do niej pytanie.
-Przechodziłam obok i zobaczyłam cię przez szybę. Musiałam zajrzeć...-powiedziała dziewczyna, a ja tylko przytaknąłem. Po chwili podszedł do nas kelner i postawił przed nami wino i lampki. Gdy chciał zabierać się za otwieranie kazałem mu odejść. Złapałem za butelkę i delikatnie otworzyłem.-Czemu...-nie zdążyła do kończyć, a ja już jej odpowiadałem.
-Nie wiem... Coś kazało mi poprosić o dwie.- po co miałem jej mówić, że to dodaje mi humoru? Nie było jej to potrzebne. Dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nie wiem o czym myślała Cass, ale ja myślałem o tym jak zmienić swoje życie. Miałem dwa wyjścia i tylko jedno realne. Mogłem albo zostawić rodzinny biznes za co został bym zamordowany na miejscu lub zniknąć z życia Cass raz na zawsze. I zrobić to od razu po tym spotkaniu. Nie chciałem jej narażać na niepotrzebne nieprzyjemności. Mogła żyć w spokoju beze mnie i realizować się jako modelka.
-Mark...-wyszeptała dziewczyna, a ja spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem.-Co się stało?-spytała. Przełknąłem ślinę. Najwidoczniej nie jestem tak dobrym aktorem, za jakiego się uważam.
_______________
Od Akwamaryn: Hah... Napisałam go w... ok 40 minut;D Jestem z niego bardzo, ale to bardzo zadowolona i myślę, że wy też. Znowu pokazuję bezwzględność Marka, ale też pozytywne cechy. Ma jednak w sobie coś z dobra i zaczynam to powoli wprowadzać.
Zgadzam się :)
OdpowiedzUsuńRozdział jest naprawdę dobry :)
Tak jak piszesz : bardzo dobrze ukazałaś charakter Marka i to ,że on tak właściwie nie wie kim jest :)
Pięknie :)
Czekam na nn :***
bardzo ciekawy rozdział ;*
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM NA MOJEGO BLOGA!